20 września 2009 z pewnością zapisze się w kartach historii Premier League. Właśnie wtedy miały miejsce dwie arcyciekawe bitwy o Anglię. O 14:25 ‘Czerwone Diabły’ pod dowództwem
Sir Alexa Fergusona zaczęły bombardować bramkę
Shay’a Givena, w efekcie czego zdobyli Manchester – miasto przez przynajmniej pół roku będzie czerwone. Mniej więcej 30 minut po zakończeniu pierwszej bitwy, zaczęła się druga, tym razem o Londyn. Trzy bomby zawodników ‘The Blues’ -
Ashleya Cole’a,
Michaela Ballacka i
Didiera Drogby - zniszczyły marzenia Tottenhamu o nawiązaniu równorzędnej walki z ‘Wielką Czwórką’ w tym sezonie.
Na to pierwsze spotkanie wyczekiwali z niecierpliwością fani całej angielskiej piłki. Z jednej strony Manchester United, zdobywający w poprzednim sezonie trzeci tytuł mistrzowski z rzędu. Naprzeciw ‘Czerwonych Diabłów’ Manchester City, który niesamowicie wzmocnił się przed rozgrywkami. Już przed meczem rozpoczęła się mała ‘wojna’ psychologiczna między trenerami.
Mark Huges butnie zapowiadał zdetronizowanie United.
Alex Ferguson nie pozostawał gorszy:
-Prędzej umrę, niż dam się pokonać. Derby? Derby to dla mnie mecze Manchesteru z Liverpool’em. Dodatkowym smaczkiem miał być występ w barwach ‘The Citizens’
Carlosa Teveza, który w poprzednich latach czarował swą grą na Old Trafford prawie wszystkich (Ferguson jakoś nie przekonał się do umiejętności Argentyńczyka).
Zaczęło się znakomicie dla ‘Czerwonych Diabłów’, bo po paru minutach do siatki gości trafił
Wayne Rooney. ‘Teatr Marzeń’ zamilkł jednak po golu
Garetha Barry’ego, który trafił do siatki po podaniu Teveza. Sam Argentyńczyk też miał doskonałą szansę na zdobycie gola, ale trafił w słupek. Druga połowa to całkowita dominacja United. Na gola
Darrena Fletchera odpowiedział jednak szybko pięknym trafieniem
Craig Bellamy. Gospodarze wyszli po raz kolejny na prowadzenie w 80 minucie, znów za sprawą
Darrena Fletchera. Każdy był już przekonany, że takim wynikiem zakończy się spotkanie. Bieg zdarzeń zmienił katastrofalny błąd
Rio Ferdinanda, który podał piłkę wprost do przeciwnika. Po chwili futbolówka trafiła do
Craiga Bellamy’ego. Walijczyk stanął oko w oko z
Benem Fosterem i po raz trzeci doprowadził do remisu. Z takiego stanu rzeczy niewątpliwie cieszyli się wszyscy fani ‘The Blues’. Ostatnie słowo należało jednak do
Michaela Owena. Anglik, wprowadzony w drugiej części spotkania, pokonał Givena właściwie już po upływie doliczonego czasu gry. Co by nie powiedzieć o tym meczu, było to na pewno niesamowite widowisko ! Ten mecz dał chyba oczywistą odpowiedź, kto będzie najgroźniejszym przeciwnikiem dla Chelsea w walce o mistrzostwo. Gdyby nie szczęście Givena, City przegraliby zapewne dużo wyżej.
O ile piłkarze ‘The Citizens’ mogli śmiało myśleć w trakcie spotkania o pokonaniu United, o tyle marzenia Tottenhamu o zwycięstwie w derbach zostały szybko rozwiane. ‘The Blues’ zagrali tak, jak nas do tego przyzwyczaili – szybkie wymiany podań, doskonała współpraca skrzydłowych z bocznymi obrońcami i przede wszystkim fenomenalny duet Drogba – Anelka. Do tej pory można było zarzucić
Carlo Ancelotti’emu, że wygrywa do tej pory ze słabszymi drużynami w lidze ( Hull, Sunderland, Burnley, Fulham, Stoke). Te zarzuty były aktualne do dziś. Chelsea pokonała bowiem silny Tottenham. Drużynę, która ma w tym sezonie rozbić ‘ Wielką Czwórkę’. Gospodarze byli dziś od swych przeciwników przynajmniej o klasę lepsi i jeśli Londyńczycy będą grać tak nadal, nie tylko Tottenham będzie mieć takie problemy, aby zatrzymać niebieską armię.
Niedzielne mecze derbowe niewątpliwie potwierdziły prym Premier League nad innymi ligami europejskimi. Świetne tempo, piękne gole i niesamowita dramaturgia w pierwszym spotkaniu – czego więcej chcieć? Myślę, że Chelsea i United pokazali dziś miejsce w szeregu swoim przeciwnikom. Mark Huges pewnie zastanowi się dwa razy, zanim zacznie opowiadać w mediach, jaką to ma galaktyczną drużynę. W rzeczywistości trenuje ekipę, którą przed kompromitacją na Old Trafford uratował Shay Given. Tottenham, choć imponował na początku rozgrywek, także udowodnił, że nie dorównuje klasą najlepszym. Niech więc te drużyny skoncentrują się na walce o miejsce gwarantujące start w eliminacjach Ligi Mistrzów, a grę o mistrza zostawią najlepszym.
Wszystkie komentarze są własnością ich twórców. Serwis CFCpoland.com nie ponosi żadnej odpowiedzialności, za treść komentarzy. W przypadku nagminnego łamania zasad netykiety, osoby które się tego dopuściły będą banowane bez możliwości odwołan
Gnocik2 | 20.09.2009; 20:53
Świetny Felieton, miło się czyta. Więcej takich! :D. No i się okazało że Ancelotti wygrywa z przeciwnikami godnymi uwagi.
|
gorny00 | 20.09.2009; 21:53
strach pomyslec co bedzie jak za rok odejdzie van der sar, a SAF bedzie stawial na fostera, co mecz to blad.
|
dedmicz | 20.09.2009; 22:23
Foster powinien sobie poradzić, jeżeli defensywa będzie czyściła większość piłek. Jeśli jednak Ferdinand będzie popełniał takie błędy, to fakt, przyda się bramkarz, który będzie w stanie takie błędy naprawiać.
Jak pokonamy jeszcze West Ham i Arsenal to Londyn będzie niebieski. Narazie jest błękitny.
|
Klytaos | 21.09.2009; 15:41
Fajny felietonek , ktoo ma bramki z meczu Manu - City niech tu wklejiw komenty ;)
|
Jose91 | 21.09.2009; 16:44
Najlepsze jest podsumowanie, z którym zgadzam się w 100%. Hughes opowiada, jak na tym filmiku wrzucanym tu kilka tygodni temu :D:P
Myślę, że te 6 kolejek pokazuje wyraźnie hierarchię w Premier League. Oczywiście, że prędzej, czy później wpadki się będą zdarzać, ale wydaje się, że o mistrza tradycyjnie powalczą Chelsea i MU. Liverpool też na razie po słabszym starcie zaczyna w swoim stylu zdobywać punkty. Kto dalej? Nie wiem. Po falstarcie z Wigan mocna jest Aston Villa i póki się nie zmęczą mogą być wysoko. Arsenal słabych gromi, ale w ważnych meczach sobie nie radzi i pewnie znów będzie walczył o 4. miejsce. Są jeszcze MC i Spurs. Wydaje mi się, że ta pierwsza drużyna jest mocniejsza. Przynajmniej powalczyli z MU. Wiadomo, że w defensywie mają braki, które w meczach z silnymi rywalami wychodzą, ale świetna ofensywa może to zrównoważyć. Co ciekawe w tym sezonie czołowe kluby jak Chelsea, czy MU trzymają się mocno i nie tracą głupio punktów. Wyjątkiem porażka MU z Burnley. Pod tym względem jest różnica w porównaniu z poprzednim sezonem.
PS. Derby Manchesteru zdecydowanie ciekawsze. To właśnie odwrotnej sytuacji raczej się spodziewałem. Szkoda tylko, że we wszystkich wiadomościach sportowych mówili o meczu MU z MC, a o nas (tradycyjnie) nawet nie wspomnieli. Gdybyśmy przegrali to byłaby najważniejsza informacja piłkarska.
|
Brian | 21.09.2009; 17:05
Genialny felieton!!
No po prostu nie można było lepiej tego napisać.
|